Drodzy Goście,

Stronę tę założyłem dla upamiętnienia życia i twórczości Ojca mojego - Leonarda Turkowskiego, który bez wątpienia był człowiekiem więcej niż przeciętnym. Potwierdzają to pozytywnie Go wspominający uczniowie szkół podstawowych i liceów pedagogicznych, w których uczył, potwierdzają wspomnienia osób ze środowisk, w których przebywał i pracował, osób, które miały sposobność Go poznać. Świadczy o tym dwadzieścia książek, dwa i pół tysiąca artykułów, felietonów, opowiadań, wierszy, radiowych audycji, dziennikarskich notatek.

Nie postawię Mu pomnika. Nie tylko z braku funduszy. Dziś więcej od granitu czy marmuru znaczy obecność w internecie. Życzę Wam, Drodzy Goście, znalezienia tu czegoś dla siebie.

                                                                                                                               Marek Turkowski

                                                Z ostatniej chwili  Leonard Turkowski w Poznańskiej Wiki  

      

Wiersz na Dzień Matki                 

 

 

Wzywanie matki

 

Papierosy spalone ukradkiem
w korytarzu gdzieś poza jej wzrokiem,
wyjedzona naprędce w spiżarni
legumina z wiśniowym sokiem,

 

podręczniki sprzedane za bezcen
w antykwarni pod koniec trymestrów,
chemicznie wywabione czwóry
ze świadectwa - grzesznego rejestru,

 

i wagary majowe kajakiem
i genialnych kłamstw improwizacje
i przez księżyc zwykle zawinione
te "zebrania" aż poza kolację...

 

-- wszystkie grzeszki, przestępstwa młodości,
tajnie duszy fantazją trapionej
z poza niebios widzeniem wieczności
widzisz dzisiaj, matko utracona.

 

Chciałoby się, gdybyś jeszcze była,
wyznać wszystko, prosić przebaczenia
byleś tylko mogła tak jak dawniej
dziś na spytki brać; badać. kieszenie

 

Byleś tylko mogła tak jak dawniej
Karcić wzrokiem i besztać miłośnie
i całunkiem i słowem kochanym
dobre czyny nagradzać radośnie.

 

Lecz niestety już nigdy, już nigdy
dobra ręka nie da po paluchach --
dziś, gdy nie tak jak za tamtych czasów
chciałoby się naprawdę usłuchać.

 

I jedynie pociechą tak smutną
jest twa miłość uparta, cierpliwa,
zawiedziona twa miłość matczyna,
której dzisiaj na pomoc przyzywam.

 

Zawiedziona twa miłość matczyna
co nad grzechem cierpiała wraz ze mną,
zawiedziona twa miłość matczyna,
dzisiaj wreszcie świadomie wzajemna.

 

I pociechą w walkach jest mi wiedza
że, jak dawniej, sercem przepełniona,
z poza niebios, widzeniem wieczności,
widzisz wszystko, moja mamo utracona!

 

Kurjer Poznański, 1938, nr 233