Kącik uczniowski

 

W latach 1930-31 Leonard Turkowski, jako 16-17-letni uczeń Seminarium Nauczycielskiego im. Ewarysta Estkowskiego w Poznaniu publikował w "Nowym Kurjerze" krótkie felietony pod hasłem "Kącik uczniowski" podpisywane pseudonimem Turkaj, a gdy ta jego twórczość wpadła w oko władzom Seminarium - również innymi pseudonimami, np. Letur.

uczn pomoc1

Nowy Kurjer 1930, nr 204, 4.IX.1939

 

Co to będzie?

Oczekujemy dnia, który tylko dwa razy w roku się powtarza: dnia rozdania świadectw. Oczekujemy go wesoło - ale nie dlatego wesoło, ze każdy dostanie całą furę dwójek, tylko po prostu dlatego, że nie warto się przejmować otrzymaniem świadectwa z samymi czwórami. A czwór będzie dosyć! Jest teraz w Polsce kryzys gospodarczy, ale w szkole jest także kryzys cenzuralny. Jednem słowem zabrakło dobrych cenzur.
Już jutro nadejdzie "dzień, on dzień gniewu" profesorskiego, gdy - niczem w sejmie zaczną spadać na głowy uczniów krzesła, mające formę niedostatecznych stopni na świadectwach. Cóż robić? Trzeba znieść tę przykrość i na przyszłość opancerzyć głowę, a najlepiej będzie, gdy nie dopuścimy już więcej do tego, co będzie jutro - czyli gdy będziemy się uczyć.
Zapewne każdy przypomina sobie, co postanowił na początku roku szkolnego, Postanowiliśmy sobie - uczyć się. Są tacy, którzy postanowienia dotrzymali, ale są także tacy, którzy nic nie zrobili. A więc do naprawy! Minę nastroić na durową tonację i - jazda wózek!
Turkaj.
Nowy Kurjer, 1931, nr 25, 31.I. 1931

Wyjaśniamy, że w tych czasach w Wielkopolsce czwórka była mniej więcej tym, czym dzisiaj dwójka, a najlepszą oceną była jedynka. Krzesło symbolizuje czwórkę, wprawdzie odwróconą.... Poniżej skala ocen zamieszczona na odwrocie świadectwa Leonarda Turkowskiego z 1922 roku.
1922ocen

Nasza prośba

Jednym z ważnych zagadnień dzisiejszej wiedzy jest lunatyzm. Jest to siła księżyca, przywabiająca śpiącego człowieka. Lunatykiem może być tak stary, jak i młody człowiek. Nikt by jednak nie pomyślał, że także słońce posiada zupełnie podobną siłę, która oddziaływuje przede wszystkim na młodych. Nie nazywa się to nijak, lecz uczonemu podsunąłbym nazwę "heliotyzm", zaś zdolności w kierunku badania tej "dziedziny wiedzy" nazwałbym po prostu "idiotyzmem"; człowiekowi z sercem powiedziałbym tylko, że jest to tęsknota za młodzieńczą swobodą, a zrozumiałby to najlepiej. Nadchodzi wiosna. Za kilka tygodni świat przybierze piękną, zieloną barwę nadziei, słońce z miłością macierzyńską skąpie wszystkich ciepłym, jasnym strumieniem życiodajnych promieni i - serca młodych wyciągnie z szarości miasta na swobodę... hen - do żyznych pól, do szerokich łąk, do czarownych lasów, do potężnych gór i mórz. Ciało zostanie, jako zbrodniarz, w oparach miejskiej stęchlizny, a serce - daleko, na swobodzie, połączone z ciałem nieskończona nicią tęsknoty.

W szkole prawie wcale, w każdym razie bardzo mało urządza się wspólnych wycieczek. A przecież sposobności jest dosyć: dyrektor rozporządza trzema wolnymi dniami w roku, oprócz tego geologię, botanikę, rysunki, czy coś podobnego można praktycznie ćwiczyć na świeżym powietrzu.

     My

             chcemy

                                       jak najwięcej

w-s-p-ó-l-n-y-c-h

                 w-y-c-i-e-c-z-e-k!!!

                                                                                        Wszyscy

Nowy Kurjer nr 64, 19.III.1931

 

 

Spóźniona odpowiedź

Nie chodzi o nic więcej, jak o mapę. Otóż przyniesiono na lekcję geografii starą, brzydką, niemiecką mapę Afryki. Koledzy, wchodząc po przerwie do klasy, widzą to straszydło, rozwieszone na ścianie. Ponieważ nikt jeszcze nie jest przygotowany na lekcję, więc każdy spieszy do mapy, aby choć trochę się nauczyć. Ale... o dziwo! Szwabskie napisy! Każdy umie po niemiecku, ale przecież tu jest polska szkoła! Precz z tym niemieckim antykiem!

Wchodzi profesor do kasy, ale nikt na to nie zważa. Osiemdziesiąt rąk czterdziestu uczniów chwyciło ją do okna i stare, niemieckie mapidło wyleciało oknem. Przechodnie na ulicy podziwiają piękne popisy latających modeli, a dopiero, gdy "Wandkarta" po kilkunastu sekundach bujania z wiatrem spadła na ulicę i, gdy dały się słyszeć okrzyki młodych piersi: "Precz z niemczyzną z naszej polskiej szkoły" - domyślają się prawdy.

Po kilku minutach niemiecka mapa była już z wielką pompą spalona w piecu (przynajmniej na coś się przydała), a na ścianie wisiała nowa, piękna, polska mapa.

Powie ktoś, że umiemy wiele gadać, protestować, krzyczeć., kiwać palcem w bucie, a jak przyjdzie do czynu, to staniemy z głupimi minami "jakby nigdy nic". O, nie! My - młodzi będziemy zawsze przednią strażą Polskiej Ziemi! Wara od granic! ---

Oto nasza odpowiedź Treviranusowi - spóźniona, ale naprawdę dla niego groźna.

Turkaj.

Nowy Kurjer nr 60, 14.III.1931

Gottfried Treviranus - polityk niemiecki, m. in. w 1930 roku minister do spraw terenów okupowanych. Dlaczego do niego właśnie odniósł się autor nie udało się ustalić.